niedziela, 11 stycznia 2015

IX

~~Bo po co papierosy na Igrzyskach Głodowych?~~

Mogłabym krzyczeć, ale i tak nic by to nie dało, a jakby jakis zawodowiec to usłyszał, wiedziałby, że mają nade mną przewagę. Słyszałam wybuchy wokół siebie, a łzy zebrały mi się w oczach. Wiedziałam, że niedługo skończą im się te samoróbki, jednak nic dobrego by to dla mnie nie znaczyło.  Bo jesli w końcu im się skończą, to oznacza, że przyjdą po mnie. 
Siedziałam scisnięta w kącie w pozycji embrionalnej. Mysl, mysl mówiłam sobie, choć byłam prawie pewna, że nic już nie wymyslę.Nie chciałam jeszcze umierać. Nie chciałam też być takim tchórzem, jakim jestem teraz. Powinnam umrzeć z dumą, tak jak moi rodzice, a nie kryć się i płakać. Zaczęłam głęboko oddychać. W moim umysle górowały teraz trzy twarze.
Bove'a mojego małego braciszka. Pamiętam jak dzis, jak jeszcze miałam osiem lat, a on szesć i jak bardzo go wtedy nie lubiłam. Musiałam go nieńczyć i uspokajać, gdy zaczynał płakać. A później wydoroslelismy. Szczególnie on. Do teraz mam wrażenie, że jest ode mnie dużo bardziej odpowiedzialny i dojrzały. Może to przez to, że jest takim pacyfistą? Zawsze smieszyło mnie to, że pomimo iż Snow zabił nam rodziców i całe nasze dzieciństwo było jedną wielką rozprawą na temat winy naszych rodziców, to on i tak nie chciał kolejnej wojny. Chciał pokoju, choćby nie wiem ile miał za niego zapłacić. To według mnie było jednak straszną głupotą. Póki jest tak jak jest, pokoju nie będzie nigdy. 
Drugą twarzą, która ukazywała mi się przy niechybnym końcu mojego życia była twarz Fena. Całe życie bylismy jak papużki nierozłączki. Wszystko dlatego, że bylismy do siebie tak podobni. Bylismy jedynymi dziećmi w tym samym wieku w całej Trzysatce, a sytuacja rodzinna Fena prezentowała się podobnie do mojej. Wszyscy w Trzynastce nas znali i twierdzili, że jesli dorzyjemy dorosłego życia, na pewno będziemy małżeństwem. Myslę, że my też tak sądzilismy, mimo iż wczesniej nawet nie próbowalismy być razem. Myslę, że obaj sądzilismy iż skończymy na slubnym kobiercu. Bo gdyby nie Igrzyska, za kogo miałabym wyjsć za mąż? Całe życie nie poznałam nikogo nowego. Został więc tylko Fen, którego znałam od dziecka i zawsze się dogadywałam. Wydaje mi się, że wzięlibysmy slub, nawet gdyby z biegiem lat nic między nami nie zaiskrzyło. Slub z rozsądku, bo przecież łatwiej radzić sobie w tym okropnym swiecie we dwójkę, niż pojedyńczo. Tylko, że teraz dowiedziałam się, że tak naprawdę nie miałam pojęcia o tym, kim tak naprawdę jest Fen. Te Igrzyska ukazały jego prawdziwą naturę. Gdybym od początku wiedziała, że taki jest, nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego.
Trzecia twarz mnie przeraziła. Delikatne, przystojne rysy, jasne kręcone włosy i oczy mordercy. Volt. Nie wiem, czymu myslę o nim w ostatniej chwili mojego życia. To zwykły łajdak. Może i mi dzisiaj pomógł, ale mysląc nad tym dłużej, doszłam do wniosku, że zrobił to tylko po to, żeby później mieć okazję zabić mnie osobiscie. On nie miał serca ani duszy. Był zwykłą maszyną do zabijania, nie nauczoną, co to uczucia. Pewnie nawet nigdy nie miał przyjaciół. Zawodowcy przecież z przyjacielskosci nie słyną. I mimo iż byłam pewna, że Volt nie ma co do mnie dobrych zamiarów, cos mnie do niego ciągnęło. Jakbysmy byli osobnymi biegunami magnesów. On ujemnym, ja dodatnim. Nie podobało mi się to. Bardzo mi się to nie podobało.Chciałam przerwać tę dziwną nić między nami, dlatego obiecałam sobie, że następnym razem zabije go od razu, kiedy będę miała do tego okazję.
Pociski nadal wybuchały, jednak były już coraz rzadsze, przez co wiedziałam, że już się kończą. Zmęczona własną bezsilnoscią wyciągnęłam z plecaka fajki. A co, nie wolno mi się zrelaksować przed smiercią? Gdy chciałam zapalić papierosa, którego trzymałam już międzyustami, momentalnie wypusciłam z rąk zapałkę. Wyciągnęłam papierosa z buzi i dokładnie mu się przyjżałam. No tak, oczywiscie! To nie były żadne papierosy! Cholera jasna, przecież to było takie proste. Bo po co papierosy na Igrzyskach Głodowych. To był podstęp. Snow po prostu chyba chciał przetrenować inteligencje trybutów. Lub moją. W papierosie zamiast tytoniu napakowane były resztki ładunków wybuchowych. Dynamitu. Skąd wiedziałam? W Trzynastce jest wielka fabryka dynamitu, w której kiedys się zgubiłam, gdy bawiłam się w chowanego z Bove'em i spędziłam tam prawie cały dzień, coraz bardziej poznając się na wybuchowych ładunkach. 
Szybko sprawdziłam ile w paczce znajdowało się papierosów. Dwadziescia. Zanurokowałam po zapałki. Wiedziałam, co muszę zrobić. Nie wiedziałam czy ''papierosy'' wybuchną. Mogłam tylko mieć nadzieje. 
Gdy pociski przestały wybuchać szybko spakowałam masć do plecaka i zarzuciłam go na plecy. Słyszałam smiechy tryumfu zbliżających się zawodowców. Postawiłam wszystko na jedną karte. Podpaliłam pięć pierwszych papierosów, wiedząc, że mam dwadziescia sekund zanim wybuchną. Wybiegłam z Rogu Obfitosci i cisnęłam wszystkimi pięcioma papierosami w zawodowców, którzy chyba nie do końca wiedzieli, co się dzieje. Wykorzystując ich zdziwienie szybko dobiegłam do most, a gdy postawiłam stopę na pierwszej belce, usłyszałam głosny wybuch. Podziałało. Za nim, kolejne cztery wybuchy. Strzał armatni. Zabilam kogos. Wiedziałam, że teraz będą za mną biec, więc w połowie mostu zapaliłam kolejny papieros, który tuż po zejsciu z mostu, rzuciłam na drewniane belki. Most wybuchnie, a oni się do mnie nie przedostaną. Niestety, biegnąc obok przepasci upusciłam resztę papierosów. Cóż, przynajmniej udało mi się wydostać. 
Wróciłam do mojej kryjówki na półce skalnej. Ku mojemu przerażeniu, zauważyłam jednak, że nie zostały mi żadne rzeczy, oprócz tych, które wzięłam ze sobą do Rogu. To oznacza, że ktos je wziął. Że ktos zna moją kryjówkę. Nie zastanawiając się dłużej wyszłam szybko z mojej kryjówki. Muszę znaleźć nową. 
Wyszłam, nie zastanawiając się nawet, kto mógł zabrać moje rzeczy. Byłam na to za mocno spragniona. W tamtej kryjówce nie miałam problemu z pragnieniem. Mogłam zawsze napić się wody ze strumyka. Teraz miałam jedną butelkę wody, którą teraz wyciągnęłam, pociągając z niej potężny łyk. Ale był i kolejny problem. Jedzenie. Gdzie miałabym znaleźć tu jedzenie? Cholera. Nie miałam teraz nawet czasu by się nad tym zastanawiać. Wyjscie z mojej kryjówki, znajdowało się w polu widzenia każdego człowieka, który znajdował się w pobliżu Rogu, więc jedyne co musiałam teraz zrobić, to się od niego oddalić. Weszłam więc do jednego z półokrągłych, jaskiniowych przejsć, dziękując Bogu, że zawodowcy już opuscili Róg, przez co mnie nie widzą. Szłam przez korytarz, zastanwiając się, co mam teraz ze sobą zrobić.
Mijały godziny, a ja stawałam się coraz bardziej wycieńczona. Tak długo nic nie jadłam, że żołądek przyrastał mi do kręgosłupa. Na szczęsnie przynajmniej nie miałam problemów z wodą. Minęłam ze trzy strumyczki po drodze. Jednak, choćbym nie wiem jak chciałam, wodą nie da się najesć, a ja byłam już naprawdę głodna. 
Nagle usłyszałam jakis dziwnie elektryczny dźwięk za jedną ze skał. Podbiegłam w jej stronę, na tyle szybko, na ile pozwalała mi na to, powoli gojąca się noga. Za skałą schowany był mały, biały spadochron, z przyczepioną u dołu srebrną skrzyneczką. Otworzyłam skrzyneczkę łapczywie, licząc na jakies jedzenie od sponosrów. Ale chyba się przeliczyłam. W skrzyneczce na wierzchu leżał liscik. Otworzyłam go i przeczytałam.

Zejdź w dół, Mała.

Mówił listy, wypisany koslawym pismem, czarnym tuszem, a w skrzynce oprócz listu znajdowała się bardzo dobra lina. Lepsza od tej, którą zostawiłam w kryjówce i którą mi ukradziono. List od Enobarii, jednoznacznie kazał mi zejsć w dół, w celu znalezienia jedzenia. To znaczy, że na samym dnie muszą być jakies zwierzęta. Byłam pewna, że jest tam tylko rzeka. Cóź, możliwe, że się nie myliłam. W końcu na samym dnie mogą znajdować się ryby. 
Idąc za radą mentorki podeszłam do jednego ze stalagnatów znajdujących się blisko krawędzi przepasci i pawiązałam o niego linę, po czym drugi koniec obwiązałam sobie wokół talii. Zaczęłam schodzić w dół. Było zimno. Coraz ziemniej z każdym metrem w dół. Czułam nurt rzeki. Więc jednak miałam rację. Już czułam smak pysznej ryby. Nagle, usłyszałam czyjes kroki i dziwne rwanie w linie, Ktos przyszedł! Ktos zobaczył moją linę! On ją próbuje zerwać. Ale jesli to zrobi, spadnę, a jestem jeszcze tak daleko od dna, że na pewno zginę. Nie wiedziałam co robić. Ogarnął mnie strach. 
Nagle usłyszałam dobrze mi znany głos.
- Ej ty, głąbie!- wołał Bove, a ja po chwili usłyszałam cos jakby kamień uderzający w czyjąs głowę i ktos z nich upadł ciężko na ziemię.
Po chwili ku wielkiej uldze zza przepasci wychylił się Bove.
- Ej, Fen, zobacz, kogo znalazłem!- zawołał z usmiechem spoglądając na mnie.- Nie potrzebujesz aby pomocy, moja samodzielna siostro?

--*--

Wiem, że ten rozdział to dla was tortura, bo prawie w ogóle dialogów, ale obiecuję, że to ostatni taki, bo teraz, kiedy wprawadziłam już Bove'a, to dialogów będzie coraz więcej. Cos czuję, że się wypalam, bo ten rozdział, to jakas kompletna porażka. Samo napiszcie co o tym sądzicie. Cóż, mam jeszcze jedną sprawę. Piękny szablon zawdzięczam Mrs.Grey z gallerygold.blogspot.com. Przy okazji, dziękuję za komentarze pod poprzednim postem, bo gdy już zaczęłam załamywać, że jest ich coraz mniej, wy daliscie mi ich w prezencie troszkę więcej!
Pozdrawiam,
Priori :)

12 komentarzy:

  1. Szablon piękny, jezusie, zakochałam się !
    JESTEŚ GŁUPIA!
    Rozdział fanatastico, najlepszyco, a ty takie głupoty .... ahhh.... aż się zła zrobiłam !
    Genialne i czekam na Volta marudo jedna !
    Layls

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :3

    Zapraszam! :3
    http://i-am-a-princess-forever.blogspot.com/

    Komentarze bardzo mile widziane <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże.. Priori jak Ty pieprzysz... Jeśli to jest porażka, to dla mnie nie ma nadziei ! TO jest PERFECTO !!! Niezły pomysł z tymi "papierosami" ;) No i czekam na next, a szablon świetny !!! :D :D :D No i weny Ci życzę kochana <3

    ~~ Livi ;3

    Ps. Czy przypadkiem nie zapomniałaś usunąć zdjęć z parady trybutów? ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie ja byłam jak ty stałaś w kolejce po talent?
    Oddaj trochę :D
    Już myslałam, ze Snow dał jej papierosy xd
    Pozdrawiam
    Ru By
    http://ferro-igni-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział bardzo dobry, ale rzuciły mi się w oczy dwa powtórzenia. Nie mogę na telefonie skopiować treści, więc powiem Ci, co mam na myśli jak wejdę na komputer.
    Z papierosami super pomysł. Brawo za kreatywność.
    Nadal jestem za Fennem, chociaż po tym rozdziale wnioskuję, że planujesz chyba wątek miłosny z Voltem. A jeśli nie miłosny, to chociaż sojuszniczy.
    Ciekawe kto będzie zwycięzcą. Wypadałoby postawić na główną bohaterkę, ale nigdy nic nie wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Te papierosy to świetny pomysł jeju. Co ty gadasz 8/ nie jest zły, jest swietny! Czekam na następny rozdział :") weny weny weny! Ps jestem niezadowolona gdzie jest mój Volt?

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział. Tylko czemu taki krótki? Aj tam, ja wolę narrację od dialogów. :) Fajnie z tymi papierosami, zaskoczyłaś mnie :) Oczywiście rozmyślania o chłopakach - mega! Tylko chyba zbyt często użyłaś słowa ślub, ale co tam <3 Po zobaczeniu szablonu oniemiałam z wrażenia. Takie cudo :* No to czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział!!! Extra pomysł... Naprawdę brak mi słów... Masz talent.Wykorzystaj go i pisz dalej.Nie mogę doczekać się wątku z Voltem. Mam nadzieję że niedługo się pojawi.
    Jeśli chodzi o rozdział, to zaskoczyłaś mnie papierosami- dynamitami.
    Życzę weny i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny *.* Czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział ! Wciągnęła mnie ta historia:)) Czekam i zapraszam do mnie,dopiero zaczynam http://papierowemyslip.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział :) I z tymi papierosami to pojechalaś 8) kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń