sobota, 27 września 2014

III

 ~~To on będzie ofiarą, nie ja~~

 Pociąg zaczynał stawać, a Evangeline jako pierwsza rzuciła się do okna. Przez czas tej jazdy zauważyłam, że najwyraźniej cierpiała na chorobę lokomocyjną, niestety nigdy wcześniej nieujawnioną, bo w Trzynastce powszechnym środkiem transportu były własne nogi. Ja też z ciekawości podeszłam do okna. Korciło mnie to, co się mogło za tym oknem kryć. Wiem, że to typowo konsumpcyjne, ale nie mogłam się opanować. Zapewne Katniss 'Kosogłos' Everdeen nie byłaby zadowolona z takiego zachowania swojej córki, ale miałam to w nosie, bo wiedziałam, że niedługo pójdę na śmierć, więc chyba mogę w ostatnich dniach życia robić to co chcę? Za grubą szybą kryły się tłumy Kapitolańczyków machających entuzjastycznie w naszą stronę, śmiejących się i gawędzących ze sobą, nie odrywając jednak wzroku od szyby, zza której widać było mnie i Evangeline. To była istna parada dziwolągów. Zauważyłam kobietę o skórze zafarbowanej w panterze ciapki i z okropnym zielonym afro, mężczyznę w mieniącym się w słońcu garniturze we wszystkich kolorach tęczy i okularach z doczepionymi do górnej ramy piórkami, było też dziecko o intensywnie żółtej skórze i dziwnie sinych ustach i tunelach w uszach. Nawet zauważyłam różowego psa. Wiedziałam, że Kapitolańczycy uwielbiali takie klimaty, ale aż tak sobie tego nie wyobrażałam. Odwróciłam się oszołomiona do objadającego się ciastkami czekoladowymi Bove'a.
- Bove, chodź to zobaczyć! To niesamowite! Ci ludzie są naprawdę pokraczni!- krzyknęłam, nie zwracając uwagi na wzrok Fena, który wyglądał jak wzrok rodzica mówiącego o demoralizacji dzieci i na krzywe spojrzenie Leitici na wzmiankę o tym, że jej styl jest według mnie pokraczny. 
Bove spojrzał na mnie po czym podszedł do okna, do którego miał najbliżej i zaczął podziwiać panoramę. To naprawdę wyglądało jak Freak Show.
Nawet nie zauważyłam jak pociąg stanął, a jego drzwi otworzyły się. Nadal urażona Leiticia mniej życzliwym gestem zaciągnęła mnie i Evangeline na ramiona z pociągu. Po wyjściu z pociągu oślepił mnie błysk fleszy. Nie widziałam nic oprócz tych przeklętych świateł, a wokoło słyszałam tylko ucieszne wiwaty. Jedyne co mogłam robić to podążać za wbijającą tipsy w moje ramię Leiticią, która prowadziła mnie przez czerwony dywan. 
Chwilę potem wszystkie dźwięki ucichły, a wokół zrobiło się zimniej. W końcu mogłam zobaczyć gdzie się znajduję, bo flesze już nie pstrykały. Znajdowałam się w... musiałam chwilę pomyśleć, nigdy nie byłam w takim pomieszczeniu. Tak! To SPA. No tak, zupełnie zapomniałam o tym, że za kilka godzin zacznie się parada trybutów. 
- Veranno, oddaję ją w twoje ręce- powiedziała Leiticia i przysunęła mnie w stronę wysokiej szczupłej kobiety o twarzy białej jak kreda, a zaraz obok niej pojawiła się parka bliźniaków. Dwóch niskich mężczyzn, raczej krępych o neonowo fioletowych włosach.
- Och! Co za kocmołuch! Jak my sobie z nią poradzimy? Mam nadzieję, że przynajmniej ma urodę, chociaż...- Veranna zlustrowała mnie wzrokiem.- raczej jednak nie.- Powiedziała po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą i bliźniakami w głąb spa. 
Przez głowę przepłynęła mi tylko jedna myśl: To nie będzie owocna współpraca. 
Po ponad dwugodzinnych przygotowaniach byłam według mojej ekipy przygotowawczej 'w miarę' gotowa do poznania mojego stylisty. W miarę było według mnie ni odpowiednim określeniem na to co ze mną zrobili. A jeśli mam wyliczać, to cztery razy umyli mi włosy i trzy razy porządnie wyszczotkowali mi ciało, ogolili mnie, wyrwali mi znaczącą część brwi i obcięli paznokcie. Wiem, ze nie powinnam tego czuć, ale czułam się dobrze z tym, że wszyscy wokół mnie skaczą. Wstydziłam się tego, ale tak było. Czyżbym zachowywała się po kapitolańsku? Może i tak, ale w tym momencie miałam to gdzieś. Ja im pokażę moją prawdziwą naturę. Za chwilę będę traktowana jak prawdziwa gwiazda, więc mam zamiar im dać to czego chcą: afer i rozrywki. Nie będę trzymać się z boku. O nie. Nie popełnię błędów matki. 
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk rozsuwanych drzwi. Przed sobą zobaczyłam kobietę wyglądającą na około trzydziestkę (chociaż patrząc na kapitolańskich chirurgów plastycznych pewnie była już mocno po pięćdziesiątce) o pomarańczowej jak zachód słońca skórze, mocnym makijażu i ustach pomalowanych w tygrysie pasy. Przez chwilę obie taksowałyśmy się wzrokiem, a ja zauważyłam kolejną świetną robotę jej chirurga- fioletowe źrenice. 
- Rzeczywiście nie jesteś podobna do Katniss- powiedziała po czym zbliżyła się i ujęła moją twarz w dłonie.- Jak się dokładnie przyjrzeć to do Peety też nie.
Zdziwiłam się jej stwierdzeniem. Zazwyczaj ludzie mówili mi, że wyglądam jak ojciec. Jak się nad tym zastanowić to może dlatego, że w ogóle nie przypominałam Katniss i dlatego starali się we mnie dopatrywać Peety? Sama nie wiem. Jedynie Babcia twierdziła, że mam oczy po cioci Primrose. Ja sama wydawałam się sobie raczej mało atrakcyjna i przezroczysta, przez co nie zwracałam wielkiej uwagi na mój wygląd. 
- Ale wyględności ci nie brakuje. Jesteś podobna do Haymitcha- powiedziała, a imię mojego przyszywanego wuja swoim akcentem postawiła na piedestale.
- Znała pani Haymitcha?- zapytałam nieśmiale, jednocześnie zastanawiając się nad wcześniejszą uwagą stylistki. Może rzeczywiście byłam podobna do Haymitcha. Co oczywiście nie zasiało we mnie kompletnie żadnych wątpliwość, bo głupotą byłoby pochopnie rozmyślać o jakimś romansie mojej matki z Haymitchem, skoro był on dla niej i dla mojego taty jak prawdziwy ojciec. Nie było więc o tym mowy, chociaż rzeczywiście, jak się teraz zastanowię to rysy zawsze mieliśmy podobne.
- Jaka pani! Mówi mi Ellene. I tak, znałam, znałam i to dobrze. Byłam jego stylistką w drugim Ćwierćwieczu- powiedziała po czym uśmiechnęła się promiennie.- Naprawdę, wykapany Haymitch. Też miał takie szlachetne rysy.
Szczerze mówiąc schlebiła mi tak uwaga na tyle, że się zarumieniłam. 
- Ma pani jakąś koncepcję na tę paradę?- zapytałam marszcząc brwi. Styliści wymyślają koncepcje chyba już wcześniej.
- Nie- odpowiedziała krótko, a ja westchnęłam ciężko. No to pięknie.
-Co? Przecież ja muszę się wyróżniać! Jestem córką Kosogłosa, do cholery!- wybuchłam. Przecież pierwsze wrażenie jest najważniejsze! Plułam sobie w brodę za moje zaangażowanie, ale ja chyba... nie tyle co chciałam wygrać, ale chciałam być przy moim bracie aż do ścisłego finału Igrzysk. Aż do mojego końca.
- Spokojnie, widzę, że temperament jednak wrodził ci się w matkę- powiedziała Ellene i uspokajająco pocierać moje ramiona.- Mam strój dla ciebie, jednak to nie moja koncepcja, złośnico- powiedziała i rzuciła mi jakiś czarny worek. 
Szybko dopięłam pakunek i zobaczyłam coś czego z pewnością się nie spodziewałam. W worku spoczywał kombinezon mojej matki. Stworzony przez jej stylistę Cinnę uniform Kosogłosa! Tego się nie spodziewałam. Tym na pewno zdenerwuję Snowa i zaskarbię sobie publiczność. To jak dwa pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony zdenerwuję prezydenta, a z drugiej widownia za głupia, żeby załapać przekaz mojego stroju mnie pokocha.
- Skąd to masz? Moja matka zginęła w tym stroju- zdziwiłam się, a Ellene prychnęła cicho.
- Cinna był zbyt inteligentny, żeby nie zrobić kopii- odparła, a ja mimo iż nie znałam stylisty mojej mamy nabrałam do niego wielkiego szacunku.
- A skąd miałaś kopie Cinny?
- Są rzeczy, których wiedzieć nie musisz- odpowiedziała wymijająco.
      W stroju matki prezentowałam się pięknie. Kombinezon idealnie przylegał do mojego ciała. Kolor granatowy kontrastował się z moim, splecionym z wielu małych warkoczyków, grubym, blond warkoczem, który Ellene z mozołem sama plotła przez ponad godzinę. Na twarzy miałam delikatny makijaż. Jedynie powieki pomalowane zostały na widoczne z daleka granatowe moro. Ellene zdecydowała się na klasyczne buty i dała mi zwykłe czarne glany. Wyglądałam jak prawdziwa wojowniczka, jednak nie jak matka. Matka co prawda w tym kombinezonie też wyglądała i była kobietą wojny, ale wyglądała inaczej niż ja.
     - Jesteś gotowa- powiedziała Ellene poprawiając mi jeszcze kreski pod oczami, po czym wyprowadziła mnie do rydwanów przy których czekali już Bove, Fen i Evangeline. Zauważyłam, że każdy z nas jest mniej więcej podobnie ubrany. Bove'owi przylizali włosy i ubrali w idealną kopię garnituru naszego ojca z wywiadu z Ceasarem po zwycięstwie siedemdziesiątych czwartych Igrzysk. Znałam ten garnitur, bo na jednej z prowokacyjnych reklam przeciw mamie i tacie umieścili wycinkę z tego wywiadu. Fen, tak jak się tego spodziewałam był ubrany tylko w węzeł rybacki zawiązany w miejscu genitaliów. Szczerze mówiąc nie podobało mi się to, bo jeszcze nigdy nie widziałam nagiego mężczyzny, więc czułam się trochę niezręcznie, ale starałam się tego po sobie nie pokazywać. Evangeline za to wystylizowali na typową buntowniczkę, którą z pewnością nie była. Ale chyba chodziło stylistom o odkrycie w nas naszych rodziców. Nie unoszę się pychą czy coś, ale wydaje mi się, że to ja i Fen prezentowaliśmy się najlepiej.
        Chwilę stałam przy naszym rydwanie, ale wiedziałam, że wyruszymy za jakieś piętnaście minut, więc rozejrzałam się po innych trybutach. Kilka osób rzuciło mi się w oczy. Niska dziewczynka o rudych włosach, a obok niej azjatycki chłopiec. To chyba była dziesiątka.
      Powoli ruszyłam pomiędzy rydwanami. Spacerowanie nie było zabronione, a ja chciałam się przejść. Nie wiedziałam po co, ale potrzebowałam izolacji. Nagle poczułam czyjąś zimną rękęmocno zaciskającą się na moim przedramieniu. Czułam czyjś oddech na swojej szyi.
        - Zobaczymy, czy jesteś Kosogłosem- szepnął mi do ucha męski głos, a ja z pogardą wyrwałam się chłopakowi i wróciłam do rydwanu. Ciekawość jednak wzięła górę i spojrzałam za siebie. Już wiedziałam kto mnie zaczepił. Zawodowiec z dwójki. Widziałam na nagraniach w pociągu jak zgłasza się na trybuta. Komentatorzy komentowali go jako trybuta-diabła. Krwiożerczy i okropny. Podobno tatuaże, które ma na całym ciele mają odstraszać przeciwników. Najgorsze było to, że gdy się na niego patrzyła, posłał mi zabójcze spojrzenie i uśmiechnął się pogardliwie. Wiedziałam co to oznacza. Zawziął się na mnie. Jestem jego celem. I wiedziałam też co powinnam zrobić. Pokazać mu, że jestem twardsza niż myśli. I mu to pokaże. To on będzie ofiarą, nie ja.
        Weszłam na rydwan z myślą, że muszę zrobić show. Muszę być rozpoznawalna.
     Ruszyliśmy, słyszałam wiwaty, kiedy pierwsze trzy rydwany wjechały na podest, zanim się zorientowałam i my wyjechaliśmy do kamer. Nasz przyjazd spotkał się raczej ze zdziwieniem i niekiedy oburzeniem, jednak głupsza część mas cieszyła się, rzucała miśki i bukiety.
        - A oto czwórka trybutów z dystryktu Trzynastego. Dzieci Katniss i Peety Mellark- Bove i Anee oraz córka Johanny Mason- Evangeline oraz syn Finnicka i Annie Odair- Fen. Przypomnijmy, że w tym dystrykcie mamy czwórkę dzieci zawodowych zabójców, zwycięzców Igrzysk! Będzie się działo proszę państwa. Ale popatrzmy na ich stroje, czy to nie... Tak, proszę państwa! Oni mają na sobie idealnie odtworzone stroje rodziców z przed kilku lat! Kochani, to jak podróż w czasie! Cóż za cudowna, a zarazem skandalistyczna robota ich projektantów!- komentował z uniesieniem nowy komentator Deadus. Zauważyłam, że chyba zrobiliśmy wrażenie, bo poświęcił na nasz komentarz dużo więcej czasu niż na komentarze innych trybutów.Ja jednak poczułam, że muszę zrobić coś jeszcze.
      Nie zwracając uwagi na kompanów chwiejącymi nogami ustałam na barierce rydwanu. Nikt nie wiedział co się dzieje, ale nie mogłam się opanować. Gdy złapałam równowagę ustałam na barierce i rozłożyłam szeroko ręce. W takiej pozycji byłam jak Bóg, a Kapitolańczycy wręcz oszaleli na mój widok. 
      Przemówienie prezydenta Snowa, który gapił się na mnie jak na bombę jądrową przez cały czas zakończyło się bardzo szybko. Czułam, że utarłam nosa temu staremu mordercy.
       - Cudowna, byłaś cudowna- powiedziała Ellene gdy zeszliśmy z rydwanów po czym objęła mnie mocno, a ja wróciłam do dawnego stanu mentalności. Zwykłej mnie i razem z rozanieloną przebiegiem pokazu Leiticią ruszyłam do apartamentu.
       Nie znoszę tego. Nienawidzę tego. Powtarzałam sobie w umyśle jak mantrę, bo apartament, który miałam przed sobą robił naprawdę duże wrażenie. Chciałam sobie powiedzieć, że jest obrzydliwy, ale czego bym nie powiedziała, byłby tak samo piękny. Cały przeszklony przez co pięknie było widać z niego Kapitol. Miasto, które było jedną wielką Al-Kaidą. Jednakże nie można było zarzucić braku gustu temu Kapitolańczykowi, który projektował wnętrze tego apartamentu. Mieszkanie trybutów z Trzynastki było osadzone na samym szczycie Budynku Trybutów. Podłogi były tu z jasnych, ogrzewanych płytek, a salon podzielony był na dwie części. Pierwsza, bardziej w dole osadzona była wielka jadalnia. Naprawdę nie wiedziałam, po co tu aż tak duży stół. Dopiero później zorientowałam się, że przecież jest nas dziewiątka. W górze, na półpiętrze znajdowała się obszerna, obita w białą skórę kanapa, szklany stolik do kawy i ogromny projektor.
      Zauważyłam, że na stole rozłożone było już jedzenie. Fury jedzenia. Było tu wszystko. Od ogromnego pieczonego indyka po uruchamiający zmysły tort bezowy. Dopiero teraz zauważyłam, że jestem głodna. Zasiadłam za stołem razem z Bove'em, Fenem i Evangeline. Zaczęłam jeść, nie zwracając uwagi na maniery.
         - Co to miało być?- zapytał bezsensownie Fen, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
         - Ale, że co?- zapytałam, a widelec ze spaghetti bolognese stanął w połowie drogi do ust.
       - O to, jak zachowałaś się na Paradzie. Jakbyś chciała całą uwagę zwrócić na siebie. To było strasznie konsumpcyjne- zarzucił mi przyjaciel, a ja chwilę musiałam zastanowić się nad jego pretensjami.
         - Jakbyś nie zauważył, to całe te Igrzyska są konsumpcyjne!- odparowałam.
         - Ale nie wiedziałem, że ty też taka jesteś!
        - Tak?! To co, może mam się położyć na wznak na Rogu Obfitości, żeby mnie zabito, bo ty nie chcesz, żebym nie była zabójczynią?- zapytałam z ironią.
      - Ale ty rzeczywiście przesadzasz- usłyszałam obok siebie głos moje brata. To naprawdę zabolało. Jak on mógł się ode mnie odwrócić.
        - Ej, dajcie jej spokój. Postępuję dobrze. To, że ona umie się wybić, a my nie, nie jest jej winą. Anee po prostu umie sobie poradzić- usłyszałam jak broni mnie Evangeline, osoba, którą jako ostatnią podejrzewałabym o tak ostre słowa.
         Po słowach Mason nastała cisza, którą przerwałam odsuwając od siebie z siłą talerz.
      - Już nie jestem głodna- powiedziałam mocno i poszłam do swojego pokoju. Byłam nie załamana, ale wściekła, tym co teraz zaszło.
       Położyłam się na dużym miękkim łóżku i z mocą zaczęłam rzucać wszystkimi poduszkami, które miałam wokół siebie w wielki portret Snowa.
       - To przez ciebie!- wrzeszczałam, w tym samym czasie wyobrażając sobie jak obdzieram starca ze skóry. 
        Upadłam na materac i zatraciłam się we wspomnieniach...

        8 lat wcześniej...
    Siedziałam przed telewizorem. Przed chwilą skończyła się śmieszna bajka o króliku, który przyjaźnił się z małym chłopcem. Chwilę później na ekranie pojawiła się oświetlona sala, a w niej siwy staruszek. Kilka sekund później, przemówienie staruszka zaczęło przewijać się razem z wywiadem. Zauważyłam, że jakiś starszy, dziwny mężczyzna o okropnie zielonych włosach zadawał pytania... nie to niemożliwe! To przecież tata i mama! O jakieś dziesięć lat młodsi, ale przecież to oni! Ale jak to? Ze skomplikowanego przemówienia staruszka zrozumiałam co drugie słowo, jednak czułam od niego niechęć bijącą do moich rodziców. Po chwili ekran zgasł. Odwróciłam głowę do tyłu.
        - Mamo?- zapytałam patrząc na ostre rysy mojej matki.
      - Anee, mówiłam ci, że od razu po bajce masz wyłączać telewizje!- skarciła mnie, chociaż czułam, że jest zakłopotana. 
        - Ale, mamusiu, co to było? Przecież to byłaś ty i tatuś- powiedziałam, choć wiedziałam, że brak górnej jedynki utrudnia mi mówienie.
       - Katniss, musimy jej w końcu powiedzieć, wiem, że chciałaś by stało się to później, ale w tych okolicznościach- usłyszałam głos mojego taty opierającego się o futrynę.
        - Skoro musimy...- westchnęła mama.
      Tata podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Zawsze był silny, ale teraz jestem coraz wyższa i przez to też cięższa. Usadził mnie na starej kanapie i usiadł obok mnie. Mama usiadła z drugiej strony. Przez chwilę słyszałam tylko bicie zegara. Wiedziałam, że zbliża się coś złego.
       - Widzisz, kochanie, na świcie jest dużo złych ludzi- zaczęła mama.
       - Wiem, mamo, powtarzasz mi to często.
      - Tak, ale widzisz, to nie jest takie proste. Musisz pamiętać, żeby tego, czego się teraz dowiesz, nie mówić Bove'owi, rozumiesz?- zapytał tata, a ja pokiwałam głową.- No więc... naszym krajem rządzi bardzo, bardzo zły pan i dawno temu, kiedy ciebie jeszcze nie było ja i mamusia się z tym panem bardzo pogniewaliśmy. I teraz ten bardzo zły pan nas nie lubi i on chce nam zrobić krzywdę i musisz wiedzieć, że w każdej chwili tatuś i mamusia mogę musieć iść, żebyś ty i twój braciszek mogli normalnie żyć, rozumiesz? I wtedy, kiedy nas nie będzie będziesz się musiała zająć Bove'em, rozumiesz kochanie?- zapytał tata i pocałował mnie w czoło.
        W moim umyśle dział się jeden wielki chaos. Jak to, nie będzie tatusia i mamusi?...

       Tak, tato, zajmę się Bove'em tak jak obiecałam, pomyślałam patrząc z zawiścią na portret Snowa. Będziecie ze mnie dumni.

--*--

Hejka, kochani.
Wiem, że to będzie trochę próżne, ale wydaje mi się, że ten rozdział jest najlepszy z doczesnych. Poza tym wydaje mi się dłuższy niż poprzednie. Mam nadzieję, że wam się podobał. Jeśli tak, to proszę o kliknięcie +1, przycisk z napisem 'g +' w lewym, dolnym rogu. Oczywiście, szablonowo ledwo znalazłam czas na ten rozdział, a moją weną do pisania go była nie wiadomo czemu jedna z moich ulubionych animacji 'Hotel Transylwania' , która leci dziś na Polsacie. Chciałam wam też przekazać wesołą informację, że Nielivka z Graphicpoison przyjęła moje zamówienie na szablon, za co bardzo jej dziękuję, więc niedługo możemy spodziewać się nowego rozdziału, ale i już prawdopodobnie za kilka dni pojawi się ocena mojego bloga w ocenialni Ostrze Krytyki, do której link znajduje się w zakładce 'Reklamodawcy'.
Następnego rozdziału spodziewajcie się w połowie Października,
Priori :)
PS: Piszcie w komentarzach, czy podoba wam się mój nowy nick, czy woleliście poprzedni?

14 komentarzy:

  1. Wcale nie próżne, bo rozdział rzeczywiście świetny!
    Bardzo ciekawie się zapowiada i szczerze wierzę że już wkrótce Anee da im jeszcze bardziej popalić ;)
    Powodzenia i niech los w pisaniu Ci sprzyja :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobał mi się ten rozdział, ukazywał prawdziwą Anee !
    Moim ulubionym fragmentem z pewnością jest retrospekcja i ostatnie dwa zdania ! Przez chwilę nabrałam podejrzeń o romans Katniss z Haymitchem, ale to była tylko krótka chwilka ! Fajny pomysł z przebraniem ich za rodziców, powiem szczerze, że nie wpadałabym na to ! Co do Twojego nicku, to uważam, że powinnaś nazywać się tak jak Ci się podoba i co do Ciebie i Twoich opowiadań pasuje.
    A szablonu nie mogę się wprost doczekać ! Mam nadzieję, że powali mnie na kolana !
    Życzę Ci weny w pisaniu i niech los zawsze Ci sprzyja !
    Layls
    dramione-teatr-uczuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że retrospekcja ci się podobała, bo mnie wydawała się najsłabszym fragmentem rozdziału :)

      Usuń
  3. Twoje opowiadanie coraz bardziej mnie wciąga!
    Zaintrygował mnie fragment o Katniss i Haymitchu.
    Evangeline w ogóle nie przypomina mi swojej matki, ale myślę, że jej postać ma jakiś ukryty potencjał.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, bardzo podoba mi się pomysł na tę historię. Mimo że raczej nie czytuję ff o Igrzyskach, tutaj na pewno zostanę na dłużej :)
    Anee jest fajną bohaterką, która zdaje sobie sprawę z całej sytuacji i mam nadzieję, że ratowanie jej brata wpędzi ją w niezłe kłopoty (wiem, jestem okrutna, ale coś się musi dziać, prawda? xD).
    Zaintrygowała mnie Evangeline - może wcale nie jest taka grzeczniutka na jaką wygląda. No i czekam na więcej takich retrospekcji i tajemnic z przeszłości.... ;)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Sparks

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie rozdział najlepszy ze wszystkich. Ale nadal czekam na ciekawy zwrot akcji. Trochę źle ze strony Anee, że postąpiła tak na paradzie. Mogła trzymać się z resztą na równi, jednak nawet w takim wypadku trzeba być lojalnym. Katniss z Haymitchem - nieźle. Dobrze by było jakby okazało się to prawdą. :P
    Weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie o to chodzi, chciałam pokazać pazurki, jakie posiada Anee.

      Usuń
  6. Eee tam co wy chcecie od jej zachowania? Po prostu potrafi powalczyć:-)
    Rozdział spoks. Może nie powinnam ale strasznie się śmiałam jak wyobrażałem sobie Anee bez górnej jedynki. Małe dzieci i ich zgryz są takie słodkie!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie znalazłam chwilkę, by nadrobić zaległości i dodać komentarz. Strasznie wciągnęłam się w tę historię, więc będę z niecierpliwością czekać na więcej. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Anee. Jeśli mam być szczera nie chcę, by ktokolwiek z tej czwórki ginął. :( No i oczywiście cudny szablon.
      Pozdrawiam,
      Sylla
      PS: Na moim blogu pojawił się rozdział drugi, więc serdecznie zapraszam: http://lot-kosoglosa.blogspot.com

      Usuń
  8. Zostałaś oceniona na Ostrzu Krytyki. Zapraszam do lektury oraz skomentowania oceny. http://ostrze-krytyki.blogspot.com/2014/10/247-76-hunger-games-sectus.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Już dawno temu miałam skomentować, ale wypadło mi to z głowy. Przyznam się szczerze, że Igrzyska Śmierci jakoś specjalnie mnie mnie nie pociągają, ale Twoje opowiadanie jest wyjątkowe i wciągające. Przeczytałam je jednym tchem, chociaż trochę było kłopotów z odnalezieniem się z rozdziałem na tablecie, ale dałam radę.
    Twój blog widnieje już u mnie w ulubionych, więc będę regularnie zaglądać, aby być na bieżąco.
    Powodzenie i niech los zawsze ci sprzyja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Imponujące opowiadanie wciąga i czekam na next

    OdpowiedzUsuń