poniedziałek, 20 października 2014

IV

~~wkrótce będę musiała ich zabić~~

Kolejny nędzny poranek mojego życia . Uznałabym swój świat za jedno wielkie złudzenie, gdyby nie to, ile los nabił mi już siniaków na tyłku. Moje życie jest bez sensu. Z takim właśnie nastawieniem zaczęłam dzień i ubierając się w jedne z ciuchów z szafy, starając się chociaż udawać, że te ciuchy mi się podobały. Ale przyznam, że słabo mi szło. Weszłam do jadalni gdy byli w niej już Fen, Evangeline i jak zawsze opychający się do granic możliwości Bove.
- Ooo, wstała Śpiąca Królewna!- zawołał Bove z pełnymi ustami, a ja, jako, że byłam dziś w parszywym nastroju posłałam mu zabójcze spojrzenie.
- Nie mam humoru na żarty- powiedziałam i rzuciłam w brata bułką z serem siadając w tym samym czasie za stołem.
- Co to za maniery!- wrzasnęła swoimi piskliwym głosem Leiticia, a ja z ledwością powstrzymałam się przed rzuceniem kolejną bułką i w nią. Zignorowałam więc jej uwagę i zaczęłam powoli jeść. Kątem oka zauważyłam, że Fen patrzy na mnie krzywo. A więc temu czubkowi dalej nie przeszło? Serio? I pomyśleć, że nazywałam go kiedyś przyjacielem, a wystarczyła zwykła zemsta Kapitolu, nędzne Igrzyska Głodowe, by nas rozdzielić. Więc Snow dopiął swego szybciej niż myślał. Igrzyska się jeszcze nie zaczęły, a my już jesteśmy skłóceni. Myśl o tym, że Snów pławi się w swym prywatnym tryumfie, patrząc na nasze kłótnie wierciła mi dziurę w brzuchu, jednakże miałam swoją dumę i nie miałam zamiaru zacząć przepraszać Fena, za to, że wczoraj zaczął ze mną kłótnie. Co to to nie. Właściwie, za każdym razem to Fen mnie przepraszał. Myśl o moim przyjacielu przywróciła do mojego umysłu wesołe wspomnienia, jeszcze z przed kilku lat.

Dwa lata wczesnej...

Własnie szłam jedną z brudnych ścieżek Trzynastki w stronę domu. Skrót od piekarni do mojego domu prowadził starą ścieżka przez złomowisko, więc zapach wokół mnie nie powalał, jednak chciałam szybko dotrzeć do domu. Pod starą połataną kurtką trzymałam prawdziwe skarby. Dwa świeżo wypiekane bochenki chleba i pięć bułek. Starczy na dwa tygodnie! A wszystko dzięki mojej umiejętności władania nożami i mojej zimnej krwi wobec gryzoni domowych, która pomogła mi w złapaniu natrętnego szczura w piekarni Lewellynów, za co piekarz Lewellyn wynagrodził mi się całą reklamówką  pieczywa. Myśli o pysznej wyżerce, jaką urządzę sobie w domu po powrocie na tyle zaprzątnęła moje myśli, że zupełnie zapomniałam o bożym świecie. Nagle usłyszałam huk i poczułam jak z wielką mocą coś odrzuca mnie na ziemię. Przetarłam oczy i spojrzałam przed siebie. Kilka metrów naprzeciwko mnie obok swojego roweru, fartem znalezionego kilka miesięcy temu na złomowisku leżał również poszkodowany Fen. Przez chwilę chciałam się wydrzeć na przyjaciela, że wszedł mi pod nogi, kiedy przypomniałam sobie, że to właściwie, była trochę moja wina.
- Fen, do cholery!- krzyknęłam, choć jak już wcześniej mówiłam, to była trochę bardziej moja wina, niż jego, ale nie miałam zamiaru się do tego przyznać. Spojrzałam na Fena, który leniwie przecierał obolałą szyję.
- Sorry, nie zauważyłem cię- powiedział i uśmiechnął się w ten sposób, od którego inne dziewczyny w naszym dystrykcie mdlały. Mimo, że ja nie mdlałam, to i tak miałam do tego słabość.
- Dobrze, wybaczam. Ale może powiesz mi dokąd tak gnasz?- zapytałam się, unosząc brew.
- Tak właściwie, to... do ciebie- zmieszał się brunet, a ja już węszyłam kłopoty. Świat nie widział, by Fen kiedyś tak się do mnie spieszył. Poza tym, nie lubi przychodzić do mnie, bo moja mama wydaje mu się nieprzyjemna. Sama nie wiem, czy nie słusznie, moja mama nie umie być przecież miła dla nikogo. Rzuciłam przyjacielowi jeszcze jedno podejrzliwe spojrzenie. 
- Fen, za chwilę. Muszę zanieść chleb do domu...- zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo Fen złapał mnie delikatnie za nadgarstki.
- Anee, naprawdę ja nie mogę czekać. To ważne i nie cierpiące zwłoki- powiedział, a ja w jego oczach widziałam autentyczny, nie strach, lecz ból. Cholera, zaklęłam tylko w myślach,
- Zgoda, ale mów o co chodzi- zażądałam.
- Nie teraz, najpierw musimy iść do lasu. Tam ci wszystko wyjaśnię- powiedział i pociągnął mnie za sobą do roweru, a ja wywróciłam teatralnie oczami.
- Tylko się streszczaj- szepnęłam pod nosem, gotowa iść za Fenem, jednak ten wsiadł na rower. Co to ma być? Mam za nim biec? Moje obawy jednak szybko zostały rozwiane, bo mój przyjaciel posłał mi szeroki uśmiech.
- Co się patrzysz? Wsiadaj na kierownicę...

Łza spłynęła po moim policzku. To straszne, jak bardzo wszystko się zmieniło. Nigdy nie było pięknie, ale nigdy aż tak źle.
Z zadumy wyrwał mnie ostry jak jej zęby głos Enobarii.
- Hej, Anee, lepiej idź się przebrać w ubranie trybuta. Za piętnaście minut ruszamy na trening. W drodze opowiem wam, co macie robić.
Już po dziesięciu minutach byłam gotowa. Z tego co słyszałam z rozmowy Enobarii ze stylistą Fena, kombinezony nie zostały niezmiennie takie same już od pięćdziesiątych Igrzysk, więc sporo czasu. Co do chłopaków, to oboje byli gotowe przede mną, i gdy już weszłam, ucinali sobie pogawędkę, a ja, nie mając chęci podchodzenia do Fena, stałam sama z boku, kątem oka zauważyłam, że chwilami zerkała na mnie Evangeline. Ruszyliśmy w końcu. Budynek ćwiczeń stał tuż obok mieszkań, więc szliśmy pieszo. W czasie drogi, starałam się dokładnie słuchać każdego słowa Enobarii, mimo mojej niechęci do niej, jako do zdrajczyni. Z tego co mówiła, uważała, że stare zasady, czyli trzymanie się z daleka od tego, co potrafimy, to już przeżytek, bo zapewne te Igrzyska będą wyjątkowe i nie będzie to z pewnością zwykła rzeź. Dlatego, mamy ćwiczyć to w czym jesteśmy najlepsi, ale z dala od zawodowców, bo lepiej jednak się im nie podkładać. Mamy z siebie dać wszystko, bo możliwe, że na pokazie indywidualnym nam nie pójdzie, więc sponsorzy, którzy nadzorują nasz trening, mają nas zauważyć już teraz. Dobrze by było również, gdybyśmy połowę dnia spędzili na naukę walki, a drugą połowę, na sztukę przetrwania. Rozpalanie ognisk, kamuflaż, zbieractwo itd. Tak też zamierzałam zrobić. Bo w międzyczasie, myśląc nad niektórymi rzeczami, doszłam do wniosku, że lepiej mi idzie w walce, jednak z survivalem nie jest u mnie najlepiej.
Sala do ćwiczeń była ogromna. Było tu wszystko. Od wszystkich rodzajów broni jakie istnieją na świecie, po różnorodne tory przeszkód, oraz komory, w których regenerowano różne zjawiska atmosferyczne, tak, by trybut uczył się przetrwać w każdych warunkach.
Enobaria oraz Leiticia, ruszyły w stronę panelu sponsorów, gdzie miały spędzić cały dzisiejszy dzień, a my zostaliśmy sami. Ja na początek chciałam się rozruszać i dlatego pierwsze co zrobiłam, to poszłam do symulatora uników. Moja decyzja co prawda nie była spowodowane tylko tym, że chciałam się rozruszać, ale też tym, że wszędzie roiło się od nieznanych mi trybutów, a ja nie chciałam się wpychać w nieznane środowisko, ani zawiązywać z nikim więzi, skoro wiedziałam, że wkrótce będę musiała ich zabić. Weszłam więc do szklanego pomieszczenia, czekając co się dalej stanie. Nagle jak znikąd wyskoczyły hologramy ludzi z różnorodną bronią w ręce. Biegli na mnie, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Chwilę potem jednak poczułam. Jeden z hologramów za moimi plecami rzucił we mnie hologramową siekierą, która z uczuciem chłodu w czaszce przeleciała mi przez głowę. A więc to o to chodzi. Zaczęłam wyginać się przed nimi, jednak już po chwili zrozumiałam, że jestem w tym beznadziejna. 
Kolejne godziny spędziłam na symulatorze uników, nauce rozpalania ogniska, oraz torze przeszkód upozorowanym na górskie szczyty. Wkrótce jednak zrozumiałam, że nadszedł czas na walki z bronią. Podeszłam do stojaka z pięknymi, nowiutkimi maczetami i własnie gdy chciałam sięgnąć pod dwie ostatnie, zauważyłam obok siebie Jego. Jego okropne, czarne jak grzech oczy świdrowały moją duszę. Jego gestykulacja i mina, mówiła coś w stylu: Nie ważysz się mi tego zabrać. To jeszcze bardziej zmotywowało mnie do tego, żeby wziąć broń. Sięgnęłam i zabrałam z półki dwie ostatnie maczety. Zawodowiec z dwójki, Volt wyrównał się ze mną wzrokiem i patrzył na mnie z kpiną w oczach.
- Wiesz, że podpieprzyłaś mi broń?- zapytał patrząc na mnie palącym wzrokiem.
- Nie była podpisana- odparowałam pewnie, a Volt spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Ty chyba nie wiesz, z kim rozmawiasz, co, Słonko?- rzucił niby od niechcenia, po czym zbliżył się do mnie i z taką ilością jadu w głosie, na jaką tylko było go stać syknął mi do ucha.- To pokaż, na co cię stać.
- Nie będę ci nic pokazywać- odpowiedziałam, zaciskając zęby, a zawodowiec tylko zaśmiał się szyderczo i odszedł w stronę swoich sojuszników, a ja odwracając się w drugą stronę nie zaszłam nawet jednego kroku, kiedy wpadłam na pewien pomysł. W ekspresowym tempie odwróciłam się z powrotem w stronę Volta, i zanim ktokolwiek zdążył się zorientować cisnęłam maczetą, a ta, trafiła w tarczę, tuż obok głowy Volta. Chłopak momentalnie odwrócił się i spojrzał na mnie. W tym momencie patrzyła na mnie cała sala. Uśmiechnęłam się tryumfalnie do blondyna.
- Nie jestem dla ciebie 'Słonkiem'- powiedziałam, po czym nie przejmując się gapiami, obserwującymi tę scenę pokazałam Voltowi środkowy palec, po czym dumnie odwróciłam się na pięcie i odeszłam do innych tarczy, nie wracając nawet po drugą maczetę. Niech ma.
Podeszłam do tarczy i resztę treningu ćwiczyłam z maczetami, tym samym zastanawiając się, nad Voltem. Kretyn naprawdę się na mnie uwziął.

Do mieszkania wracałam jako ostatnia, bo musiałam przećwiczyć jeszcze kilka technik. Szłam opuszczonymi korytarzami, w stronę drugiego budynku, a ciemność i cisza wokół mnie, mnie przerażała. Jednak musiałam się chyba zacząć przyzwyczajać, bo przecież na Arenie nie będzie lepiej. Nagle jednak poczułam ból, a po chwili stałam już przykliszczona do ściany czyimś silnym przedramieniem. Chyba wiedziałam czyim. Te oczy poznałabym wszędzie.
- Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho, suko. Ośmieszyłaś mnie przy wszystkich i za to będziesz cierpieć. A wiesz co? Planowałem zabić cię szybko, ale będziesz zdychać w męczarniach, a ostatnie co usłyszysz, to mój śmiech.
- Jesteś psycholem!- krzyknęłam, starając mu się wyrwać, ale był zbyt silny.
- Nie fikaj, bo będziesz patrzeć jak twój braciszek zdycha w męczarniach- syknął, a to zdanie wywołało u mnie szał. Wyrwałam się z jego silnym objęć, jednak wiedząc, że nie mogę go skrzywdzić przed rozpoczęciem Igrzysk, spojrzałam tylko na niego z odrazą i odpowiedziałam pełnym furii głosem:
- Tknij go tylko, skurwielu, a przysięgam, że cię wypatroszę i oskalpuję. To ty będziesz wyć w moim ramionach- powiedziałam grożąc mu placem, po czym oddaliłam się w stronę mieszkań, zostawiając go w tyle.
Co on sobie myśli?! Co za skurwiel!  Co to w ogóle miało być? Wiedziałam, że nie można być normalnym, z własnej woli zgłaszając się do Igrzysk, ale coś takiego? To chore. On jest chory. Ale poradzę sobie z nim. W umyśle już wymyślałam setki brutalnych sposobów jak ukatrupię go na Arenie. Miałam w tym momencie gdzieś, że zachowałabym się tak jak on. Nikt nie będzie groził mojemu bratu. Nie będę łaskawa, chcę jego krwi. Tylko tego teraz chcę. Może i ja umrę, ale nie pozwolę by on wyszedł z Igrzysk zwycięsko. Sama go zabiję, choćbym miała ruszyć na wszystkich zawodowców w pojedynkę, to to zrobię.
Wparowałam do mieszkania trzaskając za sobą mocno drzwiami. 
- Świetnie sobie poradziłaś z tym dupkiem na treningu, Anee- pochwaliła mnie od progu Enobaria, ja jednak nie miałam teraz humoru do rozmów.
- Nie teraz- spławiłam ją i poszłam do swojego pokoju. To co jednak w nim zobaczyłam, dalekie było od moich wyobrażeń. Na moim łóżku leżał już Fen, z grobową miną, gdy mnie zobaczył od razu wstał.
- Anee, musimy poważnie pogadać...

Dwa lata wcześniej...

- No i co, nie zabiłem cię?- zapytał żartobliwie Fan, kiedy schodziłam z kierownicy roweru przy moim ulubionym leśnym strumyczku.
- Fakt, nie wierzyłam w twoje możliwości, zwracam honor- zaśmiałam się.- A powiesz mi teraz, co się stało?
Fen od razu spoważniał, po czym opierając swój grato-rower, jak to śmialiśmy się w drodze do lasu, o skałę usiadł na jednym z większych kamieni i zaczął zdejmować koszulę. Na początku nie wiedziałam co myśleć, a nawet powiem szczerze, bałam się. Przecież chłopakom różne rzeczy przychodzą do głowy, a jestem w takim wieku, że rozbieranie się przede mną na środku lasu kojarzy mi się tylko z jednym. Po chwili jednak zauważyłam, że pod koszulą, Fen miał też podkoszulkę, która, co zauważyłam gdy ją zdjął, z tyłu była cała zakrwawiona. Przeraziłam się i podbiegłam bliżej do Fena, a ten odwrócił się do mnie plecami. Całe plecy mojego przyjaciele były przeorane krwistymi, okropnymi, jątrzącymi się ranami. Zasłoniłam usta dłonią.
- Co ci się stało?!- zapytałam przerażona.
- Strażnicy Pokoju zobaczyli jak handluje z Emily kiełbasą. Wzięli nas obu na biczowanie- powiedział, a ja wydałam z siebie tylko cichy jęk.
- Jak mam ci pomóc?- zapytałam.- Nie mam nic, czym mogę cię opatrzyć.
Fen sięgnął do zielonego plecaka i wyciągnął z niego prowizoryczną apteczkę.
- Dasz radę? Boli jak cholera- jęknął Fen i zresztą nie musiał mnie długo przekonywać do tego stwierdzenia. Spięłam się w sobie na tyle, by nie zwymiotować, dotykając ran i wzięłam do ręki apteczkę. Fen jest nie dość, że pierwszą osobą jaką będę opatrywać w swoim życiu, to jeszcze pierwszym chłopakiem w tym dystrykcie, który może się pochwalić kaloryferem.

--*--

Dobra, jestem! Wiem, spóźniłam się i w ogóle. Moja wina, moja wina. Szczerze? Tym razem nie chodziło o to, że nie miałam czasu, tylko o to, że na tyle wciągnęłam się w komiksy z serii 'Baśnie' (które muszę czytać po angielsku co przysparza mi wiele kłopotu), że nie mogłam się oderwać nawet na te trzy godzinki, żeby napisać wam posta. Naprawdę ten rozdział podoba mi się najmniej. Jest jakiś taki chaotyczny. A wy co sądzicie? Ale są też plusy. Po długiej burzy mózgów wpadłam w końcu na pomysł na oryginalną Arenę jakiej, jak myślę, nikt się nie spodziewał.
Następny post na początku Listopada. Jeśli się spóźnię, możecie mnie zabić,
Priori :) 

13 komentarzy:

  1. Lubię zwroty akcji, a ty ich tu dużo dostarczasz. Na początku nie byłam przekonana- córka Katniss Everdeen i tak "mocne" zachowanie? Potem jednak doszłam do wniosku, że to może geny Peety i wpływy Haymitcha w dzieciństwie tak ją wykreowały :D
    Historia ciekawa, napisana dobrym stylem. Czyta się szybko i przyjemnie :)
    Czekam na następny rozdział :*
    Hayley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie o to mi chodziło, by nie była to kolejne kopia Katniss, a cos zupełnie nowego. Cieszę się, że ci się podoba.

      Usuń
  2. Podoba mi się ten rozdział. Po prostu lubię te retrospekcje, ale cieszę się, że są one tylko przerywnikiem właściwej akcji, a nie zapychają wszystkiego. Coś czuję, że Volt będzie się mścił ;)
    Do następnego
    Sparks ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosiliscie mnie o retrospekcje, więc postanowiłam je dodać, ale nie będzie ich dużo.

      Usuń
  3. Świetny rozdział. Wcale nie jest gorszy od poprzednich. Ta cała akcja z tym zawodowcem była zdecydowanie najlepsza. Oczywiście liczyłam w głębi duszy na jakiś namiętny pocałunek, no ale niestety musiałam się nacieszyc tylko wyzwiskami. Retrospekcje- mega. Mam nadzieję, że mają jakoś większe znaczenie zwłaszcza ta druga część. Ciekawi mnie też co takiego Fen ma do powiedzenia. No i oczywiście nie mogę się doczekać tego twojego pomysłu na arenę. No to do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę się spieszyć z love story, więc jeszcze trochę poczekasz :(

      Usuń
  4. Boooski <3
    Nadal podziwiam cię za tak oryginalny pomysł xd Zazdroszczę mózgu :D
    Nie wiem, dlaczego ale już lubię Volta :D Te oczy i te zachowanie :D Buhahaha xd się wściekł jak go Anee ośmieszyła :D Dobre xd to była najlepsza scena w tym rozdziale :P
    To wspomnienie było super xd na początku śmiałam się z tego, że wziął ją na kierownicę i jechali razem do lasu, ale potem byłam przerażona. Jak on mógł tak długo wytrzymać bez krzywienia się? Ale musiało boleć xd I się uśmiechał! Wow, lubię go. ;3 Ale jednak bardziej Volta :D Nie mogę się doczekać rozmowy Fena z Anee xd co on chce jej przekazać? :P Czyżby powie jej, że jak będzie musiał to na Arenie zabije ją bez skrupułów?
    Anee wdała się w matkę. Cięty język, niebezpieczne pomysły, odruch chronienia bliskich. Śmiałam się z tych przezwisk jakimi obrzucali się An z Voltem. xD I te groźby xd
    Nie mogę się doczekać nexta :D
    Pozdrawiam i życzę weny :D
    http://76-igrzyska-smierci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten moment gdy sobie grozili też był według mnie dobry :)

      Usuń
  5. Dawno nie czytałam, więc jestem! :)
    Pierwsza rzecz niedotycząca treści: gdy naciskałam na "komentarze" odsyłało mnie na twojego bloggera. Nie wiem czemu:(
    A teraz...
    ŚWIETNA TREŚĆ! :)
    jak i pomysł! :) Volt jest super! Czekam na następny rozdział, kurczę, cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że z tymi komentarzami jest cos nie tak, ale nie znam się na kodach CSS i nie mogę z tym nic zrobić.

      Usuń
  6. Dziś trafiłam na twojego bloga i szczerze nie lubię ff..ale ten wow! Snow żyje co mnie przeraża bo skoro minęło 20 lat od rebel to ile on ma jak juz wtedy był stary? XD świetnie piszesz, kocham twój styl. Cała akcja z Voltem jest mistrzowska! Mam nadzieje ze coś się szczególnego wydarzy między Fenem a Anee 8) czekam na następny rozdział z niecierpliwością. Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie pomyslałam o tym, ile Snow ma teraz lat.

      Usuń
  7. Zamiast obu, powinno być oboje.
    Ten roździał to chyba specjalnie na moje urodziny! 20 października 2000r przyszłam na świat, aby teraz czytać twojego bloga. Roździał wspaniały, intryguje mnie Volt

    OdpowiedzUsuń