sobota, 29 listopada 2014

VI

~~Wiem, że nie powinnam odczuwać czegoś takiego wobec mordercy~~

Następnego dnia, z samego rana zostałam wyciągnięta z łóżka przez zdenerwowaną Ellene. Podobno już od naszego pierwszego spotkania projektowała dla mnie sukienki, które miały idealne się nadać na dzisiejszy dzień. Na wywiad u Ceasara. Szczerze mówiąc perspektywa dzisiejszego wywiadu
- Ellene, błagam, jeszcze pięć minut!- wykrzyczałam, z powrotem narzucając na siebie kołdrę. Chcę spać!
 -Nie ma takiej opcji- Ellene odebrała mi resztki nadziei na sen do popołudnia.
Zwlekłam się powoli z łóżka. Wyglądałam jakbym wstała z grobu. Każdy włos sterczał mi w inną stronę, miałam podkrążone oczy i zaspany wzrok. Parsknęłam śmiechem na myśl ile Ellene będzie musiała włożyć pracy w to, żebym wyglądała chociaż jak człowiek. Zastanawiałam się, po co Ellene budzi mnie o siódmej rano. W końcu mamy tylko przymierzyć kilka sukienek. Ubieram się w jakąś obrzydliwą, jaskrawą sukienkę,  która pierwsza wpadła mi w ręce. Jestem pewna, że ciuchy w mojej szafie dobierała Leiticia. Przejrzałam się w lustrze i z niezadowoleniem stwierdziłam, że wyglądam jak kapitolański cukierek. Od ohydnego dobrania kolorów zrobiło mi się niedobrze.
- Idziemy- powiedziała z niecierpliwością Ellene po czym wzięła mnie pod ramię i szybkim krokiem ciągnęła w nieznane mi strony. Po drodze udało mi się jeszcze zwinąć tosta ze stołu. Ellene szła tak szybko, że żeby za nią nadążyć, musiałam truchtać. Zostałam wprowadzona do spa, w którym byłam już w pierwszym moim dniu w Kapitolu. Ellene zaprowadziła mnie przed oblicze trzech kapitolańczyków.
Ich rysy twarzy były takie same, ostre nosy, wąskie usta i duże, zielone oczy. Jednak nie wyglądali jak normalni ludzie. Jeden z nich miał długie, różowe włosy, splątane z tyłu w warkocz, drugi ogniście czerwone postawione na jeża, a trzeci zwyczajnie ułożone niebieskie włosy. Ich ubrania były jeszcze gorsze, niż ciuchy Leitici, a przecież kilka dni temu byłam pewna, że nie spotkam już osoby o tak obrzydliwym guście jak ona. Patrzyli na mnie z wyraźnią dezaprobatą.
- Poznajcie się, to moja trybutka, Anee, Trzynastka- powiedziała Ellene wskazując na mnie.- A to Octavius, Maxismus i Cericus, twoja ekipa.
- Ekipa? Co to ma dokładniej znaczyć?- zapytałam.
- Dokładnie tyle, że jesteśmy tu po to, żeby zrobić cię na bóstwo- powiedział jeden z nich, ale niestety nie wiedziałam jeszcze który był który.
- Czemu nie zrobiliście mnie na 'bóstwo' na Paradę Trybutów?
- Bo wtedy nie było takiej potrzeby. Miałaś strój, który odsłaniał tylko dłonie i twarz. Z tym Ellene sobie poradziła.- odpowiada ten z czerwonymi włosami. Chyba Octavius.
- Dobrze, dość pogaduszek. Macie góra siedem godzin, a później chcę ją widzieć w moim atalie- powiedziała Ellene po czym odeszła.
Przez pierwszą godzinę byłam dokładnie golona. Nawet w miejscach, w których na prawdę nie chciałabym obcej ingerencji. Golenie nóg plastrami strasznie bolało, ale żaby odciągnąć myśli od bólu zaczynałam zastanawiać się nad kilkoma rzeczami. Na przykład nad Igrzyskami. Ich fatum dopiero teraz zaczynało do mnie docierać. Wcześniej były trzy dni treningów, cały dzień na indywidualne pokazy i ta cała rzeź wydawała się taka odległa. Teraz jednak widzę, że to wszystko zbliża się z zastraszającą szybkością. Śmierć, ból, łzy, te uczucia na pewno będą mi towarzyszyć. Z Zaczęłam zastanawiać się, co muszę zrobić, by przetrwać tam jak najdłużej. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to Volt. Muszę go zlikwidować. I to jak najszybciej. Najlepiej, jakby udało mi się to już przy rzezi przy Rogu Obfitości. Wiedziała jednak, że prędzej sama zginę, niż zabiję go w czasie rzezi. Będzie tam wtedy ze wszystkimi sojusznikami. Jednak znając jego, prędzej czy później albo porzuci albo zdradzi swoich sojuszników, a wtedy będę miała dogodną okazję do zabicia go. Nagle sobie coś uświadomiłam. Nie mogę być sojusznikiem Bove'a. Przynajmniej przez pierwsze dni Igrzysk. Przecież przez pierwsze dni z pewnością będę miała na głowie Volta, który jest wyjątkowo napalony na moją śmierć, ale jeśli znalazłby mnie razem z Bove'em, to podejrzewam, że moja śmierć w takim wypadku by mu nie wystarczyła. Po moim policzku spłynęła łza. Bove będzie przez pierwsze dni miał tylko tego nieudacznika Fena i małą Evangeline. Jakie jest prawdopodobieństwo, że gdy już poradzę sobie z Voltem (jeśli w ogóle sobie poradzę) on będzie jeszcze żył? Ale nie miałam wyjścia. Jeszcze mniej szans miałby gdybym zesłała mu na głowę jeszcze Volta. Zadecydowała już na strategią na Arenie, teraz wystarczy tylko, że nie dam nikomu dać po sobie poznać, jakie są moje plany, ani nie okażę przed nikim słabości. Wiedziałam, że to tylko tak prosto brzmi, tak naprawdę jest piekielnie trudne.
Z letargu wyrwało mnie delikatne szturchnięcie w ramię. Byłam już idealnie ogolona, moje paznokcie prezentowały się w naprawdę nienagannym stanie, moje włosy były dużo grubsze i mniej suche niż dotychczas. Oni naprawdę potrafili czynić cuda. Gdy spojrzałam na zegarek, przekonałam się jednak, że nie każdy cud przychodzi szybko. Było już pięć po czternastej. Zajmowali się mną sześć godzin. To piekielnie dużo czasu. Cóż, może w tych bogatszych dystryktach kobiety tyle wybierają się na różne bale, ale w Trzynastce, po pierwsze, nigdy nie było okazji do świętowania, a co za tym idzie specjalnego strojenia się, po drugie, ludzie nie mieli ani pieniędzy, ani ochoty się stroić. Wstałam z fotela i prowadzona przez chudą kapitolankę ubraną w kombinezon w panterkę ruszyłam do atalie Ellene.
Okazał się to duży, kwadratowy pokój o jasnych stonowanych barwach.Wszędzie porozstawiane były wieszaki pełne ubrań, manekiny, na których spoczywały dokończone i niedokończone projekty, stoły na których roiło się od szkiców i materiałów. za jednym z manekinów stała Ellene. Podbiegła do mnie na swoich wysokich szpilkach od razu gdy mnie dostrzegła.
- Jesteś już słońce!- ucieszyła się, a jej szczęście wydawało mi się szczere. W ogóle Ellene wydawała mi się szczerą osobą. Ellene obrzuciła mnie zaciekawionym spojrzeniem.
- Cóż, jestem od wrażeniem ich możliwości-powiedziała i zaciągnęła mnie do przebieralni.
Nawet nie zwracałam uwagi na to, w co Ellene mnie ubiera. Przebierała mnie chyba z pięć razy. W końcu się zdecydowała i po dobrych dwóch godzinach stanęłam przed lustrem.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nie mogłam uwierzyć, że dziewczyna stojąca przed lustrem to ja. Byłam dość mocno umalowana. Moje usta aż lśniły czerwoną szminką. Nawet nie wiedziałam, że mam tak wydatne wargi. Oczy Ellene pomalowała bardziej delikatnie, jednak moje rzęsy były czarne i strasznie długie. Bond włosy miałam delikatnie zakręcone, co dodawało mi efektu glamour. Sięgały mi do połowy brzucha i były delikatnie spięte z tyłu tak, by cały czas spoczywały na prawym ramieniu. Sukienka uszyta dla mnie przez Ellene dosłownie odebrała mi mowę. Góra sukienki była zawiązywana z tyłu, na szyi. Z przodu top sukienki był luźny i miał na tyle głęboki dekolt, że sięgał mi on prawie do pępka. U dołu, sukienka była wąska i do mniej więcej trzech czwartych ud. Była w kolorze czerwieni. Na nogach miałam niebotycznie wysokie szpilki, które niemiłosiernie piły mnie w stopy. Nigdy nie chodziłam na szpilkach, jednak widząc, jak wyglądają w nich moje nogi, nie dziwiłam się Kapitolankom, że tak je uwielbiają. Sukienka według mnie odsłaniała za dużo, nie chciałam wyglądać tak, jak teraz wyglądałam na wywiadzie.
- Jestem zbyt odsłonięta.- powiedziałam odwracając się do Ellene i wstydząc się przyznać przed samą sobą, że nawet mi się podoba. Nie wyglądałam w niej przynajmniej jak mała dziewczynka.
- Poczekaj, aż zobaczysz inne trybutki. Można by rzec, że przy tym po przygotowali dla swoich trybutów moi koledzy po fachu, ta suknia, to habit zakonny-odpowiedział Ellene dokładnie mi się przyglądając.
- Co nie zmienia faktu, że jestem zbyt odsłonięta- zbuntowałam się.
- Dziecko, nie rób mi problemów. Enobaria mówiła, że ma już dla ciebie wielu sponsorów, więc teraz trzeba tylko sprawić by polubiła cię widownia.
Nic już nie powiedziałam. I tak wiedziałam, że to nie ma sensu.

Staliśmy gęsiego przed sceną, na której będą odbywały się wywiady. Okazało się, że Ellene kłamała i to ja wyglądam najseksowniej ze wszystkich trybutek. Bove nie mógł uwierzyć, że to ja gdy mnie zobaczył. Czułam, że Fen też był zdziwiony moim wyglądem, jednak on jak zawsze uniósł się dumą i nic nie powiedział.
 Stałam beznamiętnie czekając na swoją kolej, dopóki na scenę nie wkroczył Volt. Ubrany był w fioletową marynarkę założoną na gołą klatę, dzięki czemu idealnie widać było jego kaloryfer. Do tego miał zwykłe czarne spodnie. Z pewną miną wszedł na scenę i przywitał się z Ceasarem jak ze starym kumplem.
- No więc, Volt, powiedz mi, czy nadal jesteś pewny, że decyzja o zgłoszeniu się do Igrzysk była dobrą decyzją?- zapytał Ceasar, a Volt uśmiechnął się tylko pod nosem.
- Nie mogłaby być lepszą- odpowiedział. Więc grał zadufanego w sobie bufona? Ciekawe. Chociaż właściwie, to wcale takiego grać nie musiał. Bycie panem-który-jest-zawsze-najlepszy było u niego normalne.
- Cóż, urodzony zwycięzca- skwitował Ceasar, po czym przeszedł do następnego pytania.- A czy podoba ci się w Kapitolu?
- Tak, jest tu bardzo piękne. A i kobiety są tu wyjątkowo ładne- odpowiedział, a damska część widowni już zaczęła piszczeć. Casanova z Bożej łaski się znalazł.
- Flirciarz z ciebie widzę!- uśmiechnął się Ceasar i delikatnie uderzył Volta w ramię.- Ja próbuje takich bajerów od lat, i jeszcze nigdy do mnie tak nie piszczały- zażartował, a widownia uniosła się śmiechem.- Nie mamy dużo czasu jak wiesz, więc przejdźmy do ostatniego pytania: Czy masz już jakaś taktykę na Igrzyska?
Wsłuchałam się bardziej, by usłyszeć odpowiedź Volta na to pytanie.
- Cóż, oczywiście, że tak. Na początek, mam zamiar usunąć z drogi potencjalnie niebezpiecznych- odpowiedział a moje serce zaczęło bić szybciej.
- A możemy się dowiedzieć, kto jest tym potencjalny niebezpieczeństwem?- zagadnął dalej Ceasar, a mnie ścisnęło w żołądku. Tylko nie mów ty idioto.
- Cóż, tego zdradzić nie mogę- odpowiedział, a ja wiedziałam, że mówiąc o potencjalnym niebezpieczeństwie, mówił o mnie. O mnie i tylko o mnie. A więc on ma tę samą taktykę co ja? Więc to będzie starcie pomiędzy nami na Arenie? Dla mnie to dobrze, bo wiedziałam, że Volt nie zadowoli się zabiciem mnie, jeśli ktoś mu w tym pomoże, co oznacza, że nie będzie wtrącał w nasze porachunki swojej bandy bezmózgich zawodowców.
Gdy Volt zszedł ze sceny zaszczyciłam go moim rozeźlonym spojrzeniem. Najwyraźniej to zauważył, bo obrzucił mnie dokładnie takim samym. Chwilę tkwiliśmy w tej niekomfortowej sytuacji. Wpatrywałam się w jego mroczne, ciemne źrenice, zastanawiając się, czy pod tym cieniem kryje się coś jeszcze oprócz zła. Wtedy zdecydowałam się na kolejny, bardziej radykalny krok. Ruszyłam w stronę opuszczonego kąta korytarzu, dając mu tym samym znak, że mamy do pogadania. 
- Grrr... kocia- powiedział Volt widząc mnie a ja zaczęłam się zastanawiać, w co on pogrywa. Obrzuciłam go lodowatym spojrzeniem, po czym, kiedy to on się nie spodziewał, przybiłam przedramieniem do ściany.
- Słuchaj no, nie mam czasu na twoje nędzne gierki, więc lepiej mnie przedwcześnie nie denerwuj!- zagroziłam, a na twarzy Volta pojawił się uśmiech. 
- To takie słodkie, jak próbujesz grać twardszą niż jesteś- powiedział cicho Volt, a ja za to przycisnęłam go mocniej do ściany. Wiedziałam, że to nieprzepisowe, ale przecież nikt się nie dowie. Volt ma swoją męską dumę, która nie pozwoliłaby mu przyznać, że obezwładniła go mała dziewczynka z trzynastki.
- Nie gram takiej. Ja taka JESTEM- powiedziałam ostatnie słowo wręcz literując tak, by zrozumiał.- A teraz odpowiadaj, czego ode mnie chcesz, co? Czemu akurat ja?
Volt spojrzał mi głęboko w oczy, po czym uniósł dłoń i przejechał jej wierzchem po moim policzków. O co mu chodzi? W czasie mojej dezorientacji złapał mnie jednak za rękę i odsunął ją tak, że był już wolny.
- Można powiedzieć, że...intrygujesz mnie- wyszeptał mi do ucha po czym odszedł, a ja zostałam w kącie korytarza sam z natłokiem myśli. 
Bo go intryguję? Dlatego chce mnie zabić? To rzeczywiście jakiś popapraniec. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. To była odpowiedź, wyznanie czy w końcu co?  Czemu to wszystko musi być takie skomplikowane? To nie fair. Oprałam się plecami o ścianę. Miałam jeszcze sporo czas na przemyślenia. Dopiero co wywiad skończył chłopak z Siódemki. Czy chciałam czy nie (a bardzo nie chciałam) musiałam przyznać, że dotyk Volta był bardzo przyjemny. Wiem, że nie powinnam odczuwać czegoś takiego wobec mordercy, który już jutro będzie próbował mnie zabić i dlatego próbowałam wyrzucić z umysłu tę głupią myśl. Właściwie to tęsknotę za czyimś ciepłem. Zaraz, ciepłem? Wszystko można powiedzieć o tym zawodowcu, ale nie to, że jest ciepły. Ale tak naprawdę, oszukuję po prostu samą siebie, bo nie chcę przyznać, że jego dotyk, aż emanował ciepłem. Tylko co to wszystko do cholery znaczy? Że zabije mnie z ciepłymi uczuciami? Jestem naprawdę zaszczycona.
Po chwili usłyszałam z głośników moje imię. Wzięłam głęboki oddech, po czym pokierowałam się w stronę sceny. Gdy tylko weszłam na scenę zaczęły się gwizdy i wiwaty. Reflektory oślepiały mnie za wszystkich stron. Wszyscy na widowni chcieli napawać się moim widokiem. Postanowiłam wziąć się w garść. W drodze do Ceasara z szerokim usmiechem na ustach machałam i puszczałam buziaki w stronę widowni. Cóż, chyba szybko mnie pokochają. Tyle, że muszę coś wymyślić. Nie mogę być bezbarwna w czasie tego wywiadu.
- Czyż nie jest przepiękna!- krzyknął w stronę widowni Ceasar podając mi dłoń, po czym zapraszając na fotel naprzeciwko niego. Trochę czekaliśmy w fotelach aż gwizdy, oklaski i okrzyki ucichną, a później Ceasar przeszedł do konkretów.
- Witamy cię w Kapitolu, wiesz, że nawet twoja obecność na tych Igrzyskach rozpętała burzę? Już samo nazwisko Mellark wróży ci zwycięstwo- byłam pewna, że Ceasar zacznie od tego, bo od czegóż by innego? 
- Spodziewałam się tego. Tak samo jak wiem, że większość ludzi w Kapitolu próbuje doszukać się we mnie mojej matki. Rozczaruję was, nie jestem nią. Nawet nie jestem do niej podobna- zadeklarowałam, a Ceasar szerzej otworzył oczy ze zdziwienia, po czym otrząsnął się i pruł dalej.
- Ognista dziewczyna, jak matka- zażartował, a cała zgromadzona publiczność zaczęła się śmiać.- A powiedz mi, co pomoże ci wybrać te Igrzyska?
- Cóż... siła perswazji. Jestem silną osoba, tak samo fizycznie jak i psychicznie i jeśli będę czegoś chciała...czyjejś śmierci- powiedziałam mając nadzieję, że Volt zrozumiał aluzję.- to dostanę to prędzej czy później. 
Ceasar zaśmiał się, a za nim chórem cała widownia. Miałam dość tej farsy, ale wiedziałam, że muszę z usmiechem dotrwać do końca.
- Czy zastanawiałaś się kiedyś, co na takie zachowanie powiedzieliby twoi rodzice?- zapytał, a ja westchnęłam w duchu. Znów to samo?
- Tak się pięknie składa, że nie żyją i raczej już nic o tym myśleć nie będą, poza tym, gdyby nawet żyli, co to za różnica? Przecież to ja mam iść na Arenę walczyć na śmierć i życie, nie oni, więc tu liczyłyby się MOJE decyzje.
- Zdecydowana jesteś. Chyba staniesz się moją pupilką- powiedział Ceasar. - Dobrze, czas goni, więc przejdźmy do ostatniego już tego wieczoru pytania-widownia głośno zabuczała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem na ten widok.- Dostałaś największą ilość punktów na pokazie indywidualnym, tak samo jak trybut z Dwójki, czy jest między wami rywalizacja z tego względu?- zapytał, a ja przegryzłam niewidocznie wargę. Ceasar nie jest jednak taki głupi na jakiego wygląda. Ma w sobie coś ze  śledczego.
- Cóż, jesteśmy z zupełnie innych dystryktów, rzadko w ogóle ze sobą gadamy. Jednak podejrzewam, że chciałby mieć na koncie córkę Kosogłosa, jak pewnie wszyscy zawodowcy- odpowiedziałam, wyobrażając sobie minę Volta. Chyba dałam mu popalić. 
- Niestety czas się nam skończył, żegnamy cię bardzo serdecznie i życzymy pomyślnych Igrzysk, Anee Mellark- powiedział Ceasar, po czym odprowadził mnie aż do schodów, z których zeszłam ze sceny. Mój ostatni dzień przed rzezią dochodził końca. 

--*--

Mamy rozdział VI. Przyznam, że miałam na niego trochę inny pomysł, ale wtedy rozdział byłyby już za długi, a nie chciałam was męczyć tak dużą iloscią moich wypocin. Przyznam, że jestem podekscytowana, bo już w następnym rozdziale będzie Arena i Igrzyska, mam nadzieję, ze wy też nie możecie się doczekać. Jak już mówiłam, mam już pomysły na dalsze rozdziały, więc nie trzeba się martwić o to, czy dostanę zastoju twórczego. Rozdziały będą się pojawiać częściej, jak mówiłam ostatnio. Wiecie, lub nie wiecie, że mam nowego bloga o Piratach z Karaibów, na który zapraszam TUTAJ , a swoją drogą, chciałam was też poinformować, że może to i głupie, że już nad tym myślę, ale po skończeniu tego opowiadania ( czyli jeszcze od cholery czasu) to mam zamiar zabrać się za fanfiction prosto ze Śródziemia. Wiecie, Władca Pierścieni i te sprawy :)
Pozdrawiam,
Priori :)

13 komentarzy:

  1. Grrr... Kocio <3 Świetny rozdział <3 Naprawdę supi <3 No i czekam już na tą Arenę, no i na to co się będzie działo pomiędzy Anee i Voltem, i wgl czekam na następny rozdział <3 Aww... Najlepsze <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Volta długo jeszcze niestety nie zobaczymy od następnego rozdziału :(

      Usuń
  2. Wow ! Rozdział powala ! Genialne z tą sukienką, Voltem, wywiadem, fantastyczne !

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. :) Anee pokazała pazur podczas wywiadu. Ciekawe, co będzie dalej z jej relacją z Voltem.

    Mam tylko jedną uwagę: w pierwszym akapicie nie dokończyłaś jednej myśli.
    "Na wywiad u Ceasara. Szczerze mówiąc perspektywa dzisiejszego wywiadu
    - Ellene, błagam, jeszcze pięć minut!- wykrzyczałam, z powrotem narzucając na siebie kołdrę. Chcę spać!"
    No i co z tą perspektywą wywiadu? Czegoś tu brakuje. :)
    Innych pomyłek czy błędów nie wyłapałam.

    Życzę weny i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział, czekam co dalej między Anee a Voltem. Czyżby jakiś romans? Podoba mi się to jak piszesz, życzę weny i czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest świetny... Też mam wrażenie, że pomiędzy Anee a Voltem może dojść do jakiegoś romansiku - na Arenie wszystko jest możliwe ;) Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co się wydarzy i kto zginie xD
    Pozdrawiam,
    Sparks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już w następnym rozdziel będzie kilka mocnych dla Anee przeżyć, więc zachęcam do czekania :)

      Usuń
  6. Nie wyobrażam sobie romansu na arenie XD tu się zabijają a tu kochają nie ma co idealnie :") mnie Volt bardzo intryguje, co on robi do Anee. Juz jestem ciekawa areny! Do nastepnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa... Romans na Arenie, nieco dziwną sprawą...

      Usuń
  7. Kolejny rozdział to arena! Czekam z niecierpliwością. Mam nadzieję, że nie zabraknie małego romansu i że Bove sobie poradzi. Bo Anne z pewnością - to twarda zawodniczka, a poza tym jest główną bohaterką, więc póki co jestem o nią spokojna :)
    ps. mogłabyś mnie poinformować o nowym wpisie? Nie mam zakładki spam, więc może być pod postem :) A nuż, widelec moje igrzyska też Cię zainteresują :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://w-popiolach-igrzysk.blogspot.com/

      Usuń